Tuning

Tesla kontra IONITY – dwie drogi do elektrycznej Europy

Tesla kontra IONITY – dwie drogi do elektrycznej Europy. To rywalizacja na najwyższym poziomie. Niczym mecz Realu Madryt z Barceloną, lub Manchesteru United z Arsenalem:) Wrażenia są pewne a poziom rywalizacji bardzo wysoki. I nie mówię tu o sporcie a o dwóch potęgach w kwestii ładowania aut elektrycznych.

Jeśli miałbym wskazać symboliczny pojedynek w świecie elektromobilności, to nie byłaby to rywalizacja między Teslą a Mercedesem czy BMW. Prawdziwe starcie rozgrywa się nie na salonach samochodowych, lecz przy stacjach ładowania.

Przyjrzyjmy się im bliżej

Superchargery Tesli to super wygodne rozwiązanie. Szczególnie jeśli jesteśmy w trasie.

To właśnie w kwestii ładowania spotykają się dwie filozofie: z jednej strony Tesla ze swoją siecią Supercharger, budowaną jak prywatna autostrada dla użytkowników, a z drugiej IONITY, wspólne dziecko europejskich koncernów, które miało być antidotum na dominację amerykańskiego giganta.

IONITY wcale nie ustępuje Tesli. Ich sieć to mocne i niezawodne ładowarki o mocy 350 kW.

Różnica między nimi nie sprowadza się wyłącznie do logotypów na słupkach. To starcie modelu pionowo zintegrowanego z siecią „dla swoich”, choć dziś już coraz częściej otwartą. A z drugiej strony modelu konsorcjalnego, neutralnego i dostępnego dla każdego posiadacza auta z gniazdem CCS. Niezależnie gdzie pojazd został wyprodukowany.

Liczby, które robią wrażenie

Na pierwszy rzut oka Tesla jest poza zasięgiem. Globalnie ma już ponad 70 tysięcy punktów ładowania, a sieć rośnie w tempie kilku tysięcy nowych stanowisk co kwartał. W samej Europie liczba Superchargerów sięga ponad tysiąca lokalizacji i wciąż rośnie, widać to choćby w Polsce, gdzie jeszcze pięć lat temu można było policzyć stacje na palcach jednej ręki, a dziś jest ich znacznie więcej, choć do ideału (zachodniego), jeszcze droga daleka.

IONITY wypada skromniej, ale też konsekwentnie realizuje swoją misję. W kwietniu 2025 roku spółka chwaliła się ponad 700 stacjami i 4,8 tysiąca punktów HPC działających w 24 krajach. To mniej niż Tesla, ale pamiętajmy, że IONITY powstało z zupełnie innego założenia. By stworzyć „kręgosłup” ładowania na autostradach, a nie gęstą sieć w każdym regionie. Dzięki tej sieci, mamy się bez problemów przemieszczać na duże odległości. Dlatego, często stacje tej sieci znajdują się bezpośrednio na stacjach benzynowych tuż przy autostradach, zupełnie inaczej niż teslowe Superchargery. Do których często trzeba zjechać 2-3 kilometry od głównej autostrady, czy szybkiej trasy, którą akurat jedziemy.

Moc, czyli kto ładuje szybciej

Tutaj sprawa nie jest już tak oczywista. Tesla od lat stawia na swoje Superchargery V3 i V4, które dają do 250 kW mocy na stanowisko. W Europie od 2023 roku pojawia się już coraz więcej Superchargerów V4, czyli najnowszych konstrukcji przygotowanych na wyższe napięcia i większe moce. Choć dziś realnie działają jeszcze w granicach 250 kW, wiadomo, że Tesla celuje w 500 kW w kolejnych odsłonach. Kiedy wersje V4 będą w stanie dać nam do dyspozycji 500 kW? Tego nie wie nikt, ale na pewno nie nastąpi to zbyt szybko.

IONITY z kolei od początku reklamowało swoje stacje jako 350 kW HPC i faktycznie takie słupki stoją przy autostradach. Co więcej, w planach są już moduły o mocy 600 kW, a nawet eksperymenty z jeszcze większymi wartościami. Rzeczywistość ładowania zależy oczywiście od auta, bo jeśli bateria i architektura nie przyjmą więcej niż 200–250 kW, to żadna stacja nie wyczaruje dodatkowych kilometrów. Ale sam fakt, że IONITY od razu mierzyło wyżej, ustawił je w pozycji pioniera ultraszybkiego ładowania.

Pieniądze, to ważne, czyli kto płaci mniej?

Tutaj kierowcy wchodzą w temat najchętniej, bo różnice w cenach potrafią być znaczące. Supercharger Tesli w Europie to zwykle widełki 0,40–0,55 €/kWh, zależnie od kraju i taryfy. Nie ma opłat abonamentowych, płacisz za to, co zużyjesz. U nas w Polsce ceny w godzinach szczytu nie przekraczają 1,70 zł za kWh, a poza nimi, na przykład w Lublinie możemy się naładować nawet za 0,90 zł za kWh. W innych lokalizacjach w naszym kraju, poza godzinami szczytu jest nieco drożej, bo 1,20 lub 1,30 zł za kWh.

IONITY od początku stawiało na model subskrypcyjny. Bez abonamentu ceny są często zaporowe, ale z planem „IONITY Power” płaci się ok. 0,39 €/kWh plus miesięczna opłata 11,99 €. W złotówkach wygląda to następująco. Abonament miesięczny w wysokości 51,50 zł plus 2,05 zł za każdą pobraną kWh energii.

Dla kogoś, kto ładuje sporadycznie, abonament nie ma sensu, jedno „tankowanie” 50 kWh i realnie wychodzi drożej niż u Tesli. Ale jeśli jesteś kierowcą flotowym albo często jeździsz w trasie, przy czterech–pięciu sesjach miesięcznie bilans zaczyna się odwracać i IONITY nie wygląda już tak źle.

Jakość i niezawodność

Na tym polu Tesla zwykle zgarnia lepsze noty. Superchargery są chwalone za prostotę, podjeżdżasz, wpinasz kabel, reszta dzieje się sama. Integracja z aplikacją, billingiem i nawigacją sprawia, że doświadczenie użytkownika jest niemal bezobsługowe. Awarie się zdarzają, ale statystycznie rzadziej niż u konkurencji.

IONITY miało w przeszłości sporo krytyki, niedziałające stanowiska, problemy z autoryzacją płatności czy terminalami. W ostatnich latach sytuacja się poprawiła, a firma zdobywa nawet branżowe nagrody za jakość, ale opinia o „nieraz problematycznej sieci” wciąż krąży wśród kierowców.

Kto wygra ten wyścig?

Patrząc z mojej perspektywy, to starcie nie ma prostego zwycięzcy. Tesla imponuje skalą i integracją. Kto raz doświadczył bezproblemowego Superchargera, ten rozumie, dlaczego firma z Kalifornii tak zmieniła rynek. Z drugiej strony, IONITY udowodniło, że europejskie koncerny, też potrafią stworzyć sieć z rozmachem i ambicją, która nie ustępuje Tesli pod względem mocy i technologii.

Różnice są jednak w detalach. Tesla stawia na szybkość ekspansji i pełną kontrolę nad doświadczeniem użytkownika. IONITY musi godzić interesy wielu udziałowców, co wydłuża procesy, ale daje też neutralność wobec marek.

Dla kierowców to dobra wiadomość, bo im więcej takich sieci, tym łatwiej będzie planować podróże po Europie. Jeszcze kilka lat temu podróż z Warszawy do Barcelony elektrykiem była przygodą wymagającą cierpliwości. Dziś to po prostu podróż, którą można zrobić sprawnie i przewidywalnie. A za chwilę, gdy Tesla rozwinie V4, a IONITY uruchomi kolejne setki stacji HPC, różnica między jazdą spalinówką a elektrykiem w trasie stanie się tylko kwestią przyzwyczajenia.

I powiem wprost, to właśnie ta rywalizacja, Tesla kontra IONITY, pchnęła europejski rynek do przodu szybciej, niż polityczne strategie i rządowe programy. To tu bije serce elektromobilności na naszym kontynencie. A my, użytkownicy, możemy tylko zacierać ręce i cieszyć się z tego, ze stacji i to tak dużych mocy, przybywa nam lawinowo…

Koszyk0
Brak produktów w koszyku!
Menu

Wyszukiwarka