Tesla Model 3 Highland kontra starsza wersja, czyli co naprawdę się zmieniło? Oraz jaki ma to wpływ na jazdę poliftową trójką?
Tesla Model 3 od momentu debiutu w 2017 roku była symbolem elektrycznej rewolucji. To auto, które po raz pierwszy pokazało, że samochód na prąd może być masowy, szybki, przystępny cenowo i jednocześnie nowoczesny. Nic dziwnego, że sprzedało się w milionach egzemplarzy i wyznaczyło standard, do którego inni producenci musieli się dostosować. Ale siedem lat w motoryzacji to epoka. Nic więc dziwnego, że Tesla zdecydowała się na gruntowne odświeżenie swojej ikony. Rezultatem jest Model 3 Highland. Facelifting, który w praktyce okazuje się być znacznie głębszą modernizacją, niż sugerowałoby słowo „odświeżenie”.

Sylwetka i aerodynamika
Najbardziej oczywista zmiana to wygląd. Starszy Model 3 był rozpoznawalny, ale wielu zarzucało mu zbyt prostą, wręcz „nijaką” stylistykę. Highland wygląda zdecydowanie bardziej agresywnie. Reflektory są smuklejsze i ostrzejsze, cała linia przodu została obniżona i uproszczona, a zbędne detale zniknęły. To nie tylko kwestia designu. Tesla dopieściła aerodynamikę i obniżyła współczynnik oporu powietrza z 0,225 do około 0,219. To niewielka liczba, ale na autostradzie przekłada się na realne kilometry zasięgu. Podobnie nowe felgi z aerodynamicznymi nakładkami. Wyglądają bardziej futurystycznie i mają praktyczne znaczenie.
Cisza i komfort, na to liczyliśmy najbardziej
Jedną z największych bolączek starszej Tesli była akustyka wnętrza. Przy prędkościach autostradowych kabina wypełniała się szumem, a twarde elementy zawieszenia i drzwi nie zawsze dobrze izolowały od nierówności. Highland rozwiązuje ten problem. Tesla zastosowała szyby akustyczne, lepsze uszczelnienia i nowe mocowania w zawieszeniu, które redukują wibracje. Różnica jest wyczuwalna od pierwszej jazdy. Wnętrze stało się spokojniejsze, a auto zaczęło sprawiać wrażenie bardziej dopracowanego, bardziej premium. To już nie jest surowy elektryk z początku rewolucji, ale samochód, który może rywalizować pod względem komfortu z niemiecką konkurencją.
Wnętrze, czyli krok w stronę luksusu

We wnętrzu zmiany są jeszcze bardziej spektakularne. Zniknęło charakterystyczne drewniane wykończenie deski rozdzielczej, zastąpione bardziej nowoczesnymi materiałami tekstylnymi. Pojawiły się wentylowane fotele. Coś, czego użytkownicy starszego Modelu 3 bardzo oczekiwali. Do tego nowy, ośmiocalowy ekran dla pasażerów tylnej kanapy, z którego można sterować klimatyzacją czy multimediami. Całość sprawia wrażenie auta bardziej dopracowanego, bardziej przemyślanego i bliższego segmentowi premium, niż było to wcześniej. To ewolucja, która ma znaczenie szczególnie na rynku europejskim, gdzie detal i jakość wykończenia są równie ważne, jak osiągi.
Ergonomia i interfejs
Najwięcej kontrowersji budzi jednak kierownica. W starszym Modelu 3 mieliśmy klasyczne „stalki” (manetki) do kierunkowskazów i zmiany biegów. W Highlandie zniknęły. Kierunkowskazy obsługujemy przyciskami na kierownicy, a wybór trybu jazdy odbywa się z poziomu ekranu. Dla wielu to unowocześnienie, krok w stronę minimalizmu i uproszczenia kabiny. Dla innych, i tych jest zdecydowana większość, niepotrzebna komplikacja i odebranie intuicyjnych rozwiązań. Trzeba się do tego przyzwyczaić i nie ma wątpliwości, że część kierowców będzie potrzebowała czasu, by poczuć się komfortowo z tym rozwiązaniem. Tesla jednak od lat forsuje własne pomysły ergonomiczne, a Highland jest kolejnym krokiem w tym kierunku.
Napęd i zasięg
Pod względem techniki napędowej rewolucji nie ma. Silniki pozostały te same. Synchroniczne z magnesami trwałymi na tylnej osi i indukcyjne na przedniej w wersjach AWD. Bateria także nie zmieniła się radykalnie, choć Tesla ciągle optymalizuje chemię i zarządzanie termiczne. Kluczowe są jednak zmiany aerodynamiczne i redukcja masy w kilku elementach, które pozwoliły wydłużyć realny zasięg o kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt kilometrów w cyklu WLTP. To sprawia, że Highland lepiej radzi sobie tam, gdzie starszy Model 3 potrafił być energochłonny. Przy szybkiej jeździe na autostradzie.
Detale, które robią różnicę
Nie można też pominąć mniejszych, ale znaczących poprawek. Lepsze spasowanie elementów karoserii, cichsze domykanie drzwi, bardziej dopracowane oświetlenie ambientowe we wnętrzu, a także zmieniona integracja tylnych lamp. Wszystko to sprawia, że Highland wydaje się bardziej dopieszczony. To te drobiazgi, które w starszym Modelu 3 były często krytykowane i które teraz zostały wyeliminowane.
Podsumowanie
Highland to nie jest nowe auto. To dalej ta sama platforma i te same fundamenty. Ale jest to modernizacja na tyle głęboka, że starsza wersja zaczyna wyglądać przy nim jak prototyp. Tesla poprawiła niemal wszystko, co było krytykowane: hałas, materiały, komfort, detale wykończenia. Wymieniono ponad 50% komponentów auta. Do tego dodała kilka elementów, które wynoszą Model 3 do klasy wyższej. Wentylowane fotele, ekran dla pasażerów z tyłu, lepsze audio. Zyskał też zasięg i nieco bardziej agresywną sylwetkę.
Jedynym punktem zapalnym jest nowa koncepcja sterowania, brak tradycyjnych manetek, to odważne, ale kontrowersyjne posunięcie. To pokazuje, że Tesla nadal idzie swoją drogą, nawet jeśli oznacza to łamanie utartych schematów.
Czy Highland jest rewolucją? Nie. To dojrzała ewolucja, która pokazuje, że Model 3 dorósł. I dziś wreszcie jest nie tylko pionierem, ale też pełnoprawnym konkurentem dla klasy premium.
Fot; x.comOutofSpecDetail